Polonusi mieszkający w Chicago ekscytują się przyjazdem z ojczyzny jakiejś gwiazdki małej kategorii, nie zdając sobie sprawy, że mieszka wśród nich wokalistka ceniona przez najmniej przychylnych krytyków, znana i podziwiana na całym świecie! W tym roku została uhonorowana tytułem „Wybitnego Polaka za granicą” – jako jedyna w Chicago. Ivo Widlak w rozmowie z Grażyną Auguścik przybliżył nam tą jedną z najbardziej znanych polskich wokalistek jazzowych.
Zwyciężyłaś w plebiscycie fundacji Teraz Polska oraz Pangea Alliance i otrzymałaś tytuł „Wybitnego Polaka”. Co znaczy dla Ciebie to wyróżnienie?
– To jest moja wielka nagroda od życia! Jest mi bardzo miło, że mnie to spotkało. Piękne wyróżnienie, ale także bardzo zobowiązujące. Zapewniam, że nadal będę promować Polskę swoją działalnością muzyczną.
Jak znalazłaś się w Stanach?
– Dostałam stypendium do najlepszej jazzowej szkoły na świecie: Berklee College of Music w Bostonie. Przyjechałam studiować na kierunku „śpiew i działalność estradowa”. Muzyka, moja wielka życiowa pasja, była głównym powodem przyjazdu. Stany to kraj skąd pochodzi jazz – muzyka, którą zawsze chciałam poznać bliżej, od samych korzeni.
Kiedy wyleciałaś z Polski był rok 1988. Czy z perspektywy lat myślisz, że dobrze zrobiłaś?
– To był mój najlepszy wybór i najlepsza inwestycja, jaką mogłam sobie zafundować w życiu. Przyleciałam do szkoły na rok, a spędziłam tam niezapomniane 4 lata. Uczyłam się muzyki, poznałam wielu wspaniałych artystów. Byłam w miejscu, o którym wcześniej nawet nie śniłam. Dzięki temu stypendium i dodatkowemu dofinasowaniu, mogłam studiować. Oczywiście szkoła pomogła mi płacić za naukę. Na pozostałe opłaty zarabiałam pracując poza zajęciami. A później przyszło życie: czyli organizacja nagrań, koncertów i tak jest do dziś.

Czym zajmowałaś się w Polsce?
– Najpierw uczyłam się w Szkole Muzycznej w Słupsku – instrument główny gitara klasyczna. Później studiowałam i zawodowo grałam koncerty. Miesiąc przed wyjazdem do Stanów nagrałam swoją pierwszą płytę pod tytułem „Sunrise Sunset” wydaną przez Polskie Nagrania. W sklepach ukazała się już po moim wyjeździe z kraju.
Dlaczego wybrałaś właśnie jazz?
– Moi instruktorzy muzyczni w Słupsku byli jazzmanami. To właśnie oni byli pierwszymi, którzy mnie zainteresowali inną formą ekspresji muzycznej. Od kiedy pamiętam intrygowało mnie inne podejście do muzyki. Nigdy nie lubiłam ulegać trendom i wybierałam wolność interpretacji, improwizacji, zmian i szukałam nowego brzmienia. Nie wiedziałam wiele o jazzie, ale nie bałam się improwizować na bazie nawet znanych piosenek. Byłam zawsze otwarta na współpracę z różnymi muzykami, zwłaszcza z dużo lepszymi od siebie. Od nich się uczyłam, ale przede wszystkim utwierdzałam w przekonaniu, że wiele jest jeszcze przede mną do zrobienia. Chęć rozwoju mobilizowała mnie do dalszej pracy. I tak trwa to do dziś. Później przyszło również zainteresowanie innymi gatunkami muzycznymi. Moja muzyka ewoluuje bezustannie. Ale zawsze jest gdzieś blisko jazzu, bo to jest muzyka wolności, jak również styl życia.
Jesteś znaną osobą zarówno wśród Polaków jak i Amerykanów, jednak bardzo mało wiemy o Twoim życiu prywatnym…
– Nie dzielę się publicznie moim życiem prywatnym. Prywatność cenię sobie u siebie tak samo jak u innych. Nie czytam plotkarskich gazet i szczerze współczuję tym, którzy mają potrzebę na forum ogólnym opowiadać o swoim życiu prywatnym. Muszą być nieszczęśliwi tam gdzie żyją lub z tym co robią.
Studiowałaś w Bostonie, dlaczego więc na miejsce zamieszkania wybrałaś Chicago?
– W Bostonie mieszkałam przez 6 lat. W międzyczasie poznałam Chicago, które wydawało mi się bardziej przyjazne do życia niż na przykład Nowy York, dokąd udała się większość moich szkolnych kolegów. Studia były bardzo wyczerpujące i po ich skończeniu chciałam zająć się wyłącznie muzyką. To właśnie w Chicago znalazłam to, co było mi potrzebne do realizacji mojej pasji, a także spokój wewnętrzny i przyjaciół.
Czy po tylu latach mieszkania za wielką wodą ciągle uważasz się za polskiego artystę w USA?
– Tak, bo urodziłam się Polką i zawsze nią pozostanę.
A trudno jest być polskim artystą w USA?
– Na pewno trudniej jest na początku, kiedy mówi się z innym akcentem i jest się w nowym środowisku. Dodatkową trudnością jest na pewno pozycja wokalistki, zawsze widocznej na froncie zespołu. Cała opowiedzialność – począwszy od zorganizawania zespołu, repertuaru, koncertu i samego występu – spoczywa na jednej osobie. Nie mogę się schować za instrument: stoję pośrodku i mam mikrofon, a więc skupiam całą uwagę na sobie. Muszę zainteresować publiczność swoją muzyką. Żeby utrzymać się na powierzchni na tyle, by móc z tego żyć, trzeba mieć pomysł na siebie i otwartą głowę. Uważam, że każdy ma na to szanse, pod warunkiem, że jest wierny sobie, robi ciekawą, niepowtarzalną i oryginalną muzykę. Poza tym konsekwentnie i cierpliwie, czasem małymi krokami, realizuję swoje marzenia. Szczęście również pomaga. Pozy i kopie nie zawsze się bronią na dłużej. W mojej branży istnieją twórcy i odtwórcy. Na szczęście dla wszystkich jest miejsce i wszyscy są potrzebni.
Jesteś zadowolona ze swojej kariery?
– Oczywiście! Nie mogę narzekać, bo zawsze przecież mogło być gorzej… Spełniam swoje marzenia. Mam zawsze możliwość wyboru, kreowania nowych rzeczy w czasie dla mnie właściwym. Każdy projekt muzyczny ma swoją historię, czas i proces. Nie robię rzeczy na zamówienie, na czas. Muszę mieć wystarczająco dużo czasu, by pomysł dojrzał zanim ujrzy światło dzienne.

A jak postrzegasz Polonię?
–Wyraźnie widzę podział na Polonię starą i nową. Jesteśmy na pewno różni mentalnie, bo wychowywaliśmy się w różnych realiach. Stara Polonia jest bardziej konserwatywna, wychowana na wartościach: naród, ojczyzna, patriotyzm, szacunek dla człowieka, dla tradycji, historii. Ma też inną Polskę w swojej pamięci. Są Amerykanami polskiego pochodzenia. Jakże może być inaczej skoro spędzili w USA większość swojego życia? Ale podziwiam ich za pielęgnację języka polskiego, szacunek do polskiej tradycji i historii. Nowa Polonia wychowana była w innym systemie politycznym, który niewątpliwie wpłynął na jej życie. Jej przedstawiciele są inteligentni, wykształceni, chcą szybko awansować i robić kariery zawodowe. Nowa Polonia jest według mnie mniej pokorna i zdecydowanie bardziej roszczeniowo nastawiona do życia. Ale jest to efekt warunków, w których się wychowywała. Pamiętajmy, że nie tylko rodzina, ale i środowisko, szkoła i praca ma bardzo duży wpływ na ludzi. Poza tym wywodzimy się z innej części świata, innej kultury. Niektórym łatwiej przychodzi adaptacja w nowym środowisku, niektórzy nigdy się nie pogodzili ze zmianą miejsca i żyją w tak zwanym rozkroku, czyli jedną nogą w Ameryce, a drugą w Polsce. Nie zdając sobie sprawy, że po wielu latach mieszkania w Stanach, następują w nich duże zmiany i trudno się będzie znowu zaadaptować w starym kraju.
Lubisz Polonię?
–Podziwiam Polonię za to, że mimo iż jesteśmy bardzo zajęci, mamy w środowisku wielu wolontariuszy, którzy działają bezinteresownie. To dzięki nim istnieje wiele wspaniałych przedsięwzięć między innymi takich jak np.: Paderewski Symphony Orchestra, teatry dziecięce Agaty Palecznej, „Zaduszki Jazzowe” Towarzystwa Przyjaciół Krakowa, Polski Festiwal Filmowy, czy Teatr Chopina Zygmunta Dyrkacza i wiele innych mniejszych i większych, zinstytucjonalizowanych lub nie działań kulturalnych. Wspaniale podtrzymają one język polski i naszą kulturę. Ktoś musi to firmować i wziąć odpowiedzialność, ale gdyby nie pomoc przyjaciół, fanów, entuzjastów, te miejsca nie utrzymałyby się. Sama jestem tego przykładem! Kiedy zaczynałam organizować swoje pierwsze koncerty w Chicago, to właśnie moi przyjaciele i znajomi wspierali mnie bezinteresownie. Jesteśmy dumni, kiedy komuś udaje się zrobić coś ważnego i powinniśmy o tym pamiętać, że właśnie wspierając się wzajemnie zachowujemy swoją kulturę, którą pokazujemy innym i przekazujemy następnym pokoleniom. Jeśli w Chicago stanie pomnik Fryderyka Chopina – kopia pomnika z warszawskich Łazienek i będą się tam odbywać koncerty jego muzyki, to będzie nasza wspaniała wizytówka.
Dokąd według Ciebie zmierza Polonia?
–W związku z tym, że coraz mniej ludzi przyjeżdża z Polski naturalnie będziemy się wchłaniać w amerykańskie środowisko. Będzie coraz mniej polskich mediów, szkół z językiem polskim, coraz mniej działań kulturalnych w środowisku, bo nie będzie takiej potrzeby. Polonia się starzeje i zmniejsza. Ale jest to naturalna kolej rzeczy, kiedy nie ma napływu tak zwanej świeżej krwi. To nowi ludzie mają potrzebę częstego kontaktu z językiem ojczystym, z krajem, bo stamtąd wyjechali przed chwilą, gdzie zostawili swoich bliskich.
Rozmawiał Ivo Widlak
Grażyna Auguścik urodziła się 17 sierpnia 1955 roku w Słupsku. Wokalistka, kompozytorka, aranżerka i producentka. Laureatka wielu nagród i festwali. Na koncie ma 14 autorskich albumów. Jej najnowszy album pojawi się w sprzedaży na jesieni 2011 roku.
Ivo Widlak dziękuje za pomoc w realizacji sesji fotograficznej Grażyny Auguścik:
Małgorzacie Kiełb - 773 486 6060 - LightBay Studio
Aleksandrze Markowskiej – 773 320 2809 – Kleopatra Hair Salon w Chicago
Ewelinie Babula – 708 543 7951 – Visage Hair Salon w Chicago


Like this:
Like Loading...